Tandberg TR 2025 - Love at First Sight

Są wzmacniacze, które grają zupełnie inaczej niż wyglądają. Takim przykładem są chociażby Grundigi z lat 80-tych, w szczególności tzw. "seria portugalska". Wyglądają jak Fancy śpiewający Flames of Love, ALE grają jak Leszek Możdżer. Jest też wiele wzmacniaczy natapirowanych niczym grupy power metalowe, a grające sucho i płasko. 

I jest też norweski Tandberg. 

Mam wrażenie, że w Polsce stary sprzęt Tandberga (do 1978 roku) cieszy się ponadstandardową estymą. Może dlatego, że wielu Polaków pracujących w Norwegii kupuje je tam taniej i zwozi do Polski. Mając zapewnione dobre połączenie POL-NOR można by dobrze zarobić na ściąganiu Tandbergów do Polski. Ale powód takiego traktowania Tandberga jest jeszcze inny. Amplitunery tej marki wyglądają obłędnie!! Lecz nie tylko wyglądają... one również grają obłędnie. 


Pierwszym Tandbergiem, którego słuchałem był model TR 2025 MB, czyli wersja 25 Watt, zaś literki MB oznaczały "multiband" - czyli tuner odbierający zarówno fale LW, MW jak i FM. Amplituner nie był mój, miałem go tylko na kilka dni i nie wiem jak zgrałby z moim dzisiejszym doświadczeniem, ale wtedy... doznałem przysłowiowego uderzenia obuchem w łeb.

Na początku usłyszałem je spięte z Audio Physic Sitara - totalny mezalians. Nowe kolumny i vintagowy amplituner. Ale muzyka zgrała inaczej, jakby pełniej. Pamiętam jak stałem oparty o kanapę u sąsiada i knułem, jak go mu wyrwać na kilka dni aby posłuchać w spokoju u siebie. 


U siebie podłączałem go pod szereg kolumn. W tym niższe modele głośników Tandberga. Z każdym z nich grał bajecznie, ograniczony jedynie możliwościami kolumn. No i wyglądał jak milion norweskich koron. 

W następnych miesiącach przewinęły się przez mój system wyższe modele: TR 2030, TR 2055, oraz TR2060. I odnosiłem wrażenie, że każdy kolejny, wyższy model wcale nie gra lepiej. Z pewnością ma więcej mocy, ale jeżeli chodzi o barwę i lekkość brzmienia to TR 2025 wciąż był moim faworytem. 

Może zadziałało tutaj prawo pierwszego wrażenia, a może tak jak we wspomnianej "portugalskiej" serii niemieckich Grundigów - począwszy od V7000 aż do V7500 każdy kolejny, wyższy i droższy model był gorszy od poprzednika?

Aby się tego dowiedzieć musiałbym zgromadzić ponownie choć część z nich na równoległe testy. A nie jest to wykluczone, bo od kilku dni nie mogę się nasłuchać Huldry 10 spiętej z moim "Ticket to the Moon" czyli Celestion Ditton 44.

Komentarze

Popularne posty