The Living Years
Studio 16 Hertz Xentia, Cambridge Audio Azur 640A
But the clock, tick-tock. On the mantelpiece...
Kolumny, na które czekałem czyli Studio 16 Hertz - Xentia, miały być tańszymi i lepszymi Audio Physicami. Taką narrację kupiłem i czekałem na tzw. sprzęt "na lata", na którym po prostu będę zachwycał się muzyką i przestanę zazdrościć znajomym, że u nich gra lepiej. Tak jak wspominałem w poprzednim wpisie, Xentia miała teoretycznie wszystko aby spełnić pokładane w niej nadzieje.
Pamiętam taki odcinek Air Crash Investigation (z serii, którą wiernie oglądałem na National Geographic sezon po sezonie), w którym rozbił się japoński samolot pasażerski. Jako główny powód katastrofy stwierdzono tzw. kapitanozę, czyli stan, kiedy drugi pilot, niższy funkcją i doświadczeniem orientuje się, że z samolotem dzieje się źle, ale zamiast podjąć działania i racjonalnie ratować samolot, wykonuje polecenia kapitana, mimo, że polecenia te prowadzą wprost do katastrofy i śmierci wszystkich na pokładzie.
Kolumny Xentia dostarczył mi osobiście ich autor, konstruktor Studio 16 Hertz, człowiek występujący na forach pod nickiem McGyver. Wnieśliśmy je razem do mieszkania, podłączyliśmy pod Musical Fidelity E10 i... poczułem się jak drugi pilot japońskiego samolotu.
Siedziałem cały wieczór z twórcą i autorytetem, piliśmy herbatę, a moja przyszła żona zrobiła nawet kolację. I słuchaliśmy tych kolumn dokładnie w takiej konfiguracji jak na zdjęciu powyżej. Ja byłem załamany, ale przy takim autorytecie ciężko było mi protestować, że to cudowne dzieło, które właśnie kupiłem brzmi mocno tak sobie. Siedziałem więc cicho i z mojego balonika ekscytacji i oczekiwań powoli ulatywało powietrze.
McGyver pojechał, a ja zostałem z moim kluchowato grającym Musialem E10 i bardzo ładnymi kolumnami dopełniającymi brzmienie odrobiną nijakości.
Podjąłem ostatnią próbę. Tym razem bez oszczędzania. Bez cwaniakowania i szukania dwa razy tańszych rozwiązań na forach. Pojechałem do salonu hifi i kupiłem (na raty!) wzmacniacz Cambridge Audio Azur 640A oraz CD Azur 640C oraz preamp gramofonowy 640P
Wszystko nowe, wszystko w pudełkach. Powinno być idealnie! A czemu Cambridge Audio? Sam nie do końca rozumiem swojej ówczesnej decyzji, ale domyślam się, że po doświadczeniach z kluchowatym MF E10 naczytałem się na forach o zwartości i szybkości lub czymkolwiek podobnym opisującym brzmienie Cambridge Audio.
Niestety to był finalny cios. Po podłączeniu całości otrzymałem całkiem ładny sterowany pilotem zestaw grający sucho i bez polotu. Dodatkowo wydałem całą kasę i jeszcze miałem kredyt do spłacenia.
.
Poddałem się.
Postanowiłem już nie być audiofilem i powrócić do bycia melomanem.
Kolejny sprzęt audio kupiłem dopiero 10 lat później. W międzyczasie urodziła nam się trójka dzieci. Kolumny kilka razy lądowały plackiem na podłodze cudem żadnego z nich nie uszkadzając. Za to metalowa kopułka Vify poznała dotyk dziecięcych palców. Ale były też plusy - dalej nałogowo kupowałem winyle i nie przestałem słuchać muzyki.
Komentarze
Prześlij komentarz